English
Po festiwalu

fot. Diana Lelonekfot. Diana Lelonek
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 5
21 lipca 2013
Wypłynąć na powierzchnię

– Pod wodą jest bezpiecznie, ale nie ma tlenu. Trzeba wypłynąć na powierzchnię, żeby przeżyć, ale to wiąże się z niebezpieczeństwem – mówi Tomasz Wasilewski, reżyser konkursowych „Płynących wieżowców”

Paweł Świerczek: Rozmawiamy w przeddzień polskiej premiery „Płynących wieżowców”. Jak nastrój?

Tomasz Wasilewski: Za granicą zawsze pytają mnie, jak mój film zostanie przyjęty w Polsce. Nie mam pojęcia, ale nie jestem tym zaniepokojony. Liczę, że widzowie odbiorą film jako dobry i zaangażują się w losy bohaterów. Pewnie chcesz zapytać o to, jak w konserwatywnym kraju zostanie odebrana taka historia. To się dopiero okaże.

Chciałem spytać o to, czy należysz do tych reżyserów, którzy po nakręceniu filmu uważają swoją robotę za skończoną, czy raczej zależy Ci na opinii. Czytasz recenzje i liczysz się ze zdaniem widzów?

– Recenzje czytam, jeśli wpadną mi w ręce, sam ich nie wyszukuję. Bardzo liczę się z opiniami, ale dla mnie film jest już skończony. Chętnie rozmawiam z widzami po seansach o tym, co ich ciekawi, ale nie jestem z tych reżyserów, którzy bronią swój film. Bardziej interesuje mnie to, co publiczność powie mi o filmie, niż to, co ja mogę powiedzieć.

„Płynące wieżowce” jeszcze w Polsce nie zadebiutowały, a w mediach są szufladkowane jako kino gejowskie. Mówisz w wywiadach, że to nie jest film o homoseksualizmie.

– Nie do końca. W dużej części to film o homoseksualizmie, ale nie jest to kino gejowskie. To spora różnica. Przed rozpoczęciem zdjęć mieliśmy pięć miesięcy prób. W pierwszych dwóch miesiącach w ogóle odrzuciliśmy płeć. Zastanawialiśmy się, co czuje człowiek, który jest w związku i kocha jedną osobę, a w jego życiu pojawia się druga. Nad tym, jak czuje się osoba porzucona i ta, która wchodzi na jej miejsce. Dopiero kiedy doszliśmy do najbardziej podstawowych emocji, dodaliśmy do tego płeć. Oczywiście, że „Płynące wieżowce” poruszają temat miłości homoseksualnej, ale chciałbym, żeby widzowie odczytali film jako bardziej złożony. Równie ważna jest postać Sylwii. Opowiadam o relacji chłopaka i dziewczyny, w której pojawia się inny chłopak.

Postaci kobiet w „Płynących wieżowcach” są bardzo wyraziste i intrygujące. Kuba jest w bliskiej relacji zarówno z Sylwią, jak i ze swoją matką.

– Uwielbiam kino, w którym na głównym planie stoją kobiety. Mój debiut „W sypialni” był o kobiecie, „Płynące wieżowce” też miały być o kobietach. W pierwotnym zamyśle film miał opowiadać o dwóch dziewczynach i relacji z matką. Po jakimś czasie uznałem, że historia będzie miała większą siłę, jeśli będzie opowiadała o miłości dwóch chłopaków. Pomimo to zależało nam na tym, żeby nie zepchnąć Sylwii na drugi plan, bo jest ona równie ważna jak Michał. Film opowiada nie tyle o trójkącie erotycznym, co emocjonalnym.

W głowie utkwiła mi scena wspólnej kolacji Kuby, Michała i Sylwii. Całkowicie aseksualna, a jednak tak intensywna emocjonalnie.

– Seksualność jest w naszym życiu bardzo ważna, ale nie chciałem sprowadzać tej relacji do wymiaru czysto fizycznego. Aktorzy też byli na to wyczuleni. Sfera emocjonalna jest na pierwszym planie, sfera seksualna jest tylko dodatkiem.

Wróćmy do kontekstu polskiego. „Płynące wieżowce” to drugi w historii festiwalu polski film startujący w Konkursie Nowe Horyzonty. Czy czujesz, że wyznaczasz nowe trendy w kinie?

– Ocenianie tego to działka dziennikarzy. Próbuję robić kino, które pod względem struktury i budowania emocjonalności postaci jest dla mnie prawdziwe. Często słyszę, że proponuję nowy język filmowego opowiadania w polskim kinie. Daleki jestem od takich stwierdzeń. Wchodząc na plan, nie mam założeń, że zrobię film, który będzie inny i nowatorski w konstrukcji.

W Twoim filmie bardzo dużą rolę odgrywa woda.

– W filmie „W sypialni” też jest dużo wody. Moja przyjaciółka dziennikarka zwróciła mi na to uwagę. Woda jest ważna dla głównego bohatera „Płynących wieżowców”, w końcu jest pływakiem. Pod wodą jest bezpiecznie, ale nie ma tlenu. Trzeba wypłynąć na powierzchnię, żeby przeżyć, ale to wiąże się z niebezpieczeństwem i koniecznością konfrontacji z problemami. Postać Kuby jest podobnie zbudowana – jest w bezpiecznym związku z Sylwią, w którym się dusi, a kiedy wypływa na powierzchnię, jest przerażony. Ale to nie była świadoma decyzja, nie będę dopisywał do tego ideologii. Może Freud mógłby coś na ten temat powiedzieć.

Powiedziałeś kiedyś, że jako reżyser wciąż będziesz poszukiwał swojej drogi. Gdzie Cię ona teraz prowadzi?

– Zaczynam wstępne prace do kolejnego filmu. Mam już producenta, scenariusz właściwie jest skończony, przez parę miesięcy będę go jeszcze poprawiał. To będzie portret czterech kobiet, pewnie poświęcę mu kolejne trzy lata swojego życia.

Wyczytałem gdzieś, że piszesz scenariusz rozgrywający się w Nowym Jorku. To ten film?

– Nie. Uwielbiam Nowy Jork i faktycznie mam pomysł na scenariusz rozgrywający się w tym miejscu, ale to inna historia. Chciałbym dojść do momentu, w którym mógłbym kręcić filmy, z kim chcę, w miejscach na całym świecie. Mam nadzieję, że uda się zrealizować ten projekt. Zwłaszcza że zarówno „W sypialni”, jak i „Płynące wieżowce” są bardzo pozytywnie odbierane w Stanach Zjednoczonych. Cieszy mnie to, bo pomimo wszystko mój język opowiadania jest inny od amerykańskiego.

Rozmawiał Paweł Świerczek

 

Moje NH
Strona archiwalna 13. edycji (2013 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2013
PWŚCPSN
151617 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›