English
Po festiwalu

fot. Anna Jochymekfot. Anna Jochymek
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 5
21 lipca 2013
Neobarok nie istnieje

– Zakochuję się w reżyserze i nie wiem dokąd mnie zaprowadzi, ale wierzę w niego tak bardzo, że pójdę za nim nawet w ogień – mówi Béatrice Dalle, ikoną francuskiego kina lat 80.

Rozmowa z 

Béatrice Dalle

Paweł Świerczek: Przed paroma chwilami wróciła pani ze spotkania z widzami po seansie „Betty”. Jak odbiera pani ten film po latach?

Béatrice Dalle: Od mojego debiutu minęło już prawie trzydzieści lat. W tym czasie setek wywiadów, a wciąż mogę opowiadać o nim bez końca. To trochę jak w przypadku Romy Schneider i „Sissy”, która została z nią na całe życie. Betty to moja Sissy.

Ile zatem jest z pani w bohaterce filmu?

Betty to cała ja. To był mój pierwszy film, nigdy wcześniej nie pracowałam jako aktorka. Z tego zresztą powodu Jean-Jacques Beineix dał mi tę rolę. Weszłam w świat filmu jako Betty i tak już w nim zostałam.

Jest pani tutaj z okazji przeglądu neobaroku…

Nie wiedziałam, że współtworzyłam coś takiego jak neobarok. Nigdy nie spotkałam się z takim terminem, jest on używany chyba tylko w Polsce. Z mojej perspektywy dzieła Beineixa, Caraxa i Bessona były po prostu bardzo wyrafinowane wizualnie. 

Grała pani u Jarmuscha, Ferrary czy Claire Denis, ale mówiła pani kiedyś, że lubi współpracować z debiutantami.

Uwielbiam pracować z jednymi i z drugimi. Za każdym razem kiedy pracuję z Claire jestem zachwycona. Ostatnio często zwracają się do mnie młodzi reżyserzy, co też mnie cieszy. Zauważyłam, że często są to homoseksualiści. Na dwadzieścia moich ostatnich filmów tylko jeden nakręcony był przez heteroseksualnego reżysera. Orientacja seksualna twórców nie jest dla mnie oczywiście żadnym kryterium. Ot, stwierdzam fakt.

Najnowszy pani film „You and the Night” to dzieło debiutanta, Yanna Gonzaleza. Dlaczego zdecydowałaś się na zaproponowaną przez niego rolę?

Nigdy nie decyduję się na udział w filmie ze względu na rolę, nie interesuje mnie też fabuła. Jedyne co biorę pod uwagę to dusza reżysera. Wiem, że wartościowy człowiek nie sprzeda mi chłamu. To trochę jak miłość – zakochuję się w reżyserze i nie wiem dokąd mnie zaprowadzi, ale wierzę w niego tak bardzo, że pójdę za nim w ogień. Zrobiłam kilkadziesiąt filmów i nigdy nie byłam rozczarowana. Cóż, z miłością chyba nie zawsze jest tak miło. Gonzalez ujął mnie swoim urokiem i inteligencją. To bardzo mądry chłopak. Poza tym, w filmie zgodził się też zagrać mój przyjaciel Eric Cantona, co było dodatkowym argumentem.

No właśnie, często powtarza pani, że nie czyta pani scenariuszy przed przyjęciem roli. Z drugiej strony, grywa pani ekstremalne role. Czy jest coś, czego nie zrobiłaby pani na ekranie?

Nie ma rzeczy, której bym nie zrobiła. Kiedy powiem reżyserowi „tak, zagram w twoim filmie”, moja duma nie pozwala mi mu odmówić. Pewnie mam jakieś ograniczenia, ale nigdy nie zdarzyło mi się, żeby na planie się przed czymś zatrzymać.

W filmach, w których pani gra często przewijają się motywy pasji i pożądania. Czy to tematy, które jakoś szczególnie panią interesują?

A ciebie nie interesują? To tematy, które są bliskie niemal wszystkim.

A te mniej bliskie?

Najtrudniejszym wyzwaniem aktorskim dla mnie była scena, w której miałam usmażyć naleśniki i podać je swoim dzieciom. Potem te dzieci zabijam. Sama nigdy nie miałam dzieci, nie potrafiłam więc odwołać się do własnego doświadczenia. Ale było to dla mnie bardzo inspirujące.

Rozmawiał Paweł Świerczek

 

Moje NH
Strona archiwalna 13. edycji (2013 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2013
PWŚCPSN
151617 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›