English
Po festiwalu

fot. Anna Jochymekfot. Anna Jochymek
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 6
22 lipca 2013
O co chodzi w tym filmie?

Prof. Stanisław Por-Kokos

Dzień dobry Państwu. Dzisiaj objaśnimy sobie, o co chodzi w filmie festiwalowym „Berberian Sound Studio”.

Reżyserem jest tutaj Peter Strickland, którego każdy porządny kinoman kojarzy na pewno, że nakręcił kiedyś „Katalin Varga” i nie był to film o żadnych ustach. Kto widział, ten sam wie. No więc „Berberian Sound Studio”. Trudny to kokos do zgryzienia. Arbuzy, kapusty, mikrofony, listy od mamy... Aż można dostać istnego zakręcenia mózgu. Jednak po kolei. Przede wszystkim zacząć muszę, że film ten daje nam do porządnego czynienia ze strachami, co są w zasadzie od zarania naszych dziejów na planecie, Matce Ziemi o pięknych kolorach, które widać chociażby, kiedy jest się astronautą w kosmosie. Pewnie sobie Państwo myślą: „Ciekawe, jakie to strachy? Już się nie mogę doczekać, aż się dowiem”. Więc żeby nie przeciągać, jak Hitchcock albo serial wenezuelski, że tyle odcinków, to już mówię. Chodzi, że te strachy, to przecież o niczym innym nie jest mowa, tylko o głodzie. Weźmy dwie rzeczy do jedzenia, co je dźwiękowo kruszą w filmie: arbuz i kapusta. Umówmy się, arbuz jest to owoc, jak by nie patrzeć, tani, który witamin ma tyle, co nic, trochę smacznych pestek i całe mnóstwo wody. Taki w sumie owoc do picia. Czyli że na suszę idealny albo w podróż pustynną. Lawrence z Arabii mógł mieć arbuza. Kto go tam wie, może nawet miał, tylko akurat nie mogli tego nakręcić, bo wszyscy poszli wtedy do oazy. Więc mamy klocek nr 1 - arbuz. Czas na klocek numer 2 - kapusta. Z kapusty można zrobić potrawy raczej niebogate. Przy księżniczce albo królewnie kapusty bym nie położył na stole, że przykładowo przyszła się zapoznać z moimi rodzicami na obiad. I nawet! Nawet jakby to były gołąbki, to też nie. Więc teraz dodajemy klocek 1 i klocek 2, mikrofony odrzucamy, bo one są nieważne. Listy od matki też. W tylu filmach już były, że nie ma co ich powtarzać. Ślą te listy ciągle, nawet nie pomyślą, czy dochodzą. W takim przecież filmie kinowym „Pamiętnik” nie dochodziły, bo matka zatrzymała wszystkie. Szczerze? Bardzo się wówczas zapłakałem. Ale inni też. Nie słyszałem osoby, co nie uroniła przynajmniej porządnego tuzina łez. Bo filmy są od tego, żeby na nich płakać albo zrywać nam boki, albo jak przy „Berberian Sound Studio” trząść nami ze strachu jak osika, która przecież wcale jakimś tchórzliwym drzewem nie jest. Do widzenia.

Moje NH
Strona archiwalna 13. edycji (2013 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2013
PWŚCPSN
151617 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›