English
Po festiwalu

fot. Karolina Połosakfot. Karolina Połosak
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 9
26 lipca 2013
Dzień, który zmienił Amerykę

– Chciałem, żeby Shirley była silną kobietą, która nie idzie na kompromisy – mówi Gustav Deutsch, reżyser filmu „Shirley – wizje rzeczywistości”

 

Iwona Sobczyk: Dlaczego zdecydował się Pan ożywić płótna Edwarda Hoppera?

Gustav Deutsch: Do tej pory budowałem filmy na podstawie istniejącego już materiału, tworząc z różnych fragmentów nową całość niosącą nowe znaczenia. Na pomysł wykorzystania w ten sposób malarstwa wpadłem podczas wystawy, pierwszej od piętnastu czy dwudziestu lat retrospektywy Edwarda Hoppera. Potraktowałem prezentowane tam obrazy jako elementy jednej historii, rozciągniętej na ponad czterdzieści lat, opowiadanej przez Hoppera we fragmentach. Na większości jego płócien występuje kobieta. Pomyślałem, że to musi być ciągle ta sama kobieta. 

Właściwie to była ta sama kobieta.

– Tak, przez czterdzieści lat malował wyłącznie swoją żonę. Myślę, że jest niewielu malarzy, których twórczość mógłbym wykorzystać w ten sposób. Poza Hopperem może tylko Vermeera? Dla Hoppera niesamowitą inspirację stanowiło kino, szczególnie film noir. Czerpał z niego nie tylko motywy, ale powtarzał również sposób kadrowania czy oświetlania scen. Potem wielu filmowców inspirowało się jego twórczością. Jest postacią funkcjonującą między różnymi dziedzinami sztuki. 

Jak Pan wybrał obrazy?

– Wybrałem te, które najlepiej pasowały do medium filmowego. Nie wykorzystałem na przykład jednego z jego najsłynniejszych płócien – „Nighthawks”. Nie tylko dlatego, że jest zbyt znany. Przedstawia scenę rozgrywającą się w barze, ale widzianą z perspektywy ulicy, zza szyby. Bardzo trudno byłoby odtworzyć atmosferę panującą wewnątrz. Co charakterystyczne dla Hoppera, jego bohaterowie nie zdradzają nam swoich doświadczeń, patrzą i nasłuchują, ale nie wiemy czego. To dało mi szansę na zbudowanie bogatej ścieżki dźwiękowej. 

Muzyka również gra ogromną rolę w Pańskim filmie. Bywa dość ekstrawagancka. 

– W „Shirley” dźwięk funkcjonuje na kilku poziomach. Podstawa to dźwięki z offu. Druga rzecz to informacje radiowe umieszczone między poszczególnymi obrazami, które odzwierciedlają różne momenty w historii. Pomysł na taką konstrukcję zaczerpnąłem z powieści Johna Dos Passosa, który w swojej słynnej amerykańskiej trylogii przedstawił losy różnych ludzi w perspektywie wielkiej historii. Zrobił to nielinearnie, ale w formie kolażu. Trzeci poziom to muzyka Christiana Fennesza i piosenki Davida Sylviana, który interpretuje teksty Emily Dickinson, ulubionej pisarki Hoppera. 

Jedną z tajemnic Pana filmu jest data. Epizody rozgrywają się na przestrzeni wielu lat, ale wszystkie tego samego dnia. 

– Każdy epizod rozgrywa się w roku, w którym powstał dany obraz. Wszystkie dzieją się latem, bo większość obrazów Hoppera przedstawia sceny rozgrywające się właśnie o tej porze roku. Wybór akurat 28 sierpnia podyktowany był pragnieniem upamiętnienia Civil Rights March. 28 sierpnia 1963 roku w Waszyngtonie setki tysięcy Afroamerykanów pierwszy raz z taką mocą postanowiły zawalczyć o swoje prawa obywatelskie. Ten dzień zmienił nie tylko Amerykę, ale całą historię ludzkości. 

Jak przebiegał proces tworzenia postaci głównej bohaterki?

– Najpierw musiałem zdecydować, jaką profesję będzie wykonywała ona i partnerujący jej mężczyzna. Uznałem, że powinni zajmować się czymś, co odzwierciedla temat filmu – tworzenie różnych wizji rzeczywistości. On jest więc fotoreporterem, a ona aktorką związaną z Group Theatre. Chciałem, żeby to była silna kobieta, która nie idzie na kompromisy i traktuje sztukę jako narzędzie wpływania na społeczeństwo. Może jest zbyt nowoczesna jak na swoją epokę?

Hopper był konserwatystą. Ciekawe, jak oceniłby Pana film? 

– Myślę, że z powodów politycznych znienawidziłby mnie, ale właściwie to nie interesuje mnie, co by pomyślał. Tworząc filmy z fragmentów prac innych twórców, nie chcę niszczyć ich dzieł. Staram się je uhonorować, ale przede wszystkim zależy mi na tym, żeby zinterpretować je po swojemu i nadać im nowe znaczenie. 28 sierpnia 1963 roku to z pewnością nie był dzień ważny dla Hoppera. Był natomiast ważny dla Ameryki i wielu ludzi, którzy walczyli wtedy o swoje prawa. 

Rozmawiała Iwona Sobczyk 

 

Moje NH
Strona archiwalna 13. edycji (2013 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2013
PWŚCPSN
151617 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›