English
Po festiwalu
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 10
26 lipca 2013
Intelekt splata się z pięknem

Najnowszy obraz Petera Greenawaya, błyskotliwego i inteligentnego wizjonera, to powrót do czasów, kiedy powstawały jego najlepsze filmy. Znajdziemy tu zarówno piękno „Ksiąg Prospera", jak i intelektualny rozmach „Dzieciątka z Macon".

 

Punktem wyjścia „Goltzius and the Pelican Company” jest – jak zwykle u Greenawaya – pozornie realistyczna historia. Hendrik Goltzius, grafik i rytownik, próbuje namówić bogatego margrabię Alzacji do sfinansowania niebanalnego przedsięwzięcia. Chciałby przygotować szereg rycin przedstawiających Stary Testament, a właściwie starotestamentowe grzechy, sprośności i wykroczenia, erotyczną historię ludzkości, która zaczyna się oczywiście od grzechu pierworodnego. Zbiera się rada, która ma rozsądzić, czy projekt ma rację bytu, a Goltzius buduje przed zebranymi przedziwny teatr, na deskach którego rozgrywać się będą sceny perwersyjnego spektaklu. I tyle realizmu, bo – co jasne od pierwszego ujęcia – Greenawayowi nie chodzi ani o życiorys Goltziusa (postaci autentycznej), ani o proces, ani o historyczną prawdę. 

Z jednej strony film jest kwintesencją wszystkich Greenawayowskich fascynacji i obsesji. Katalogowanie, poetyka nadmiaru, cielesność, symetria, cała gama środków formalnych, doskonale znanych z najlepszych filmów tego reżysera, pojawiają się tu w najróżniejszych konfiguracjach. Jednak tym razem interesuje go nie sam obraz, ale jego powstawanie, proces tworzenia i przetwarzania. Greenaway wybiera bohatera, który poszukuje nowych rozwiązań w sztuce. Rozwiązań, nie tematów. Goltzius jest przekonany, że nowe technologie zmienią rzeczywistość, i taki jest sens jego starań o finanse. Co więcej, akcja filmu rozgrywa się w nierealistycznej przestrzeni – ni to hali, ni to magazynie – zmieniającej się na oczach widza i ulegającej nieustannej dekonstrukcji i rozpadowi. Tak jak bohater filmu, Greenaway testuje nową, cyfrową technologię. Wykorzystując te same motywy, mówi jednak coś innego niż zwykle, bo „Goltzius and the Pelican Company” to metafora współczesnej sztuki audiowizualnej, nowej technologii (3D?), procesu cyfryzacji naszej rzeczywistości, która rozsadza sztywne ramy dobrze znanej percepcji opartej na relacji widz – płótno, widz – ekran. Ale też świata, w którym żyjemy. 

Jednocześnie widz czuje się podglądaczem, usytuowanym w dodatku w dość niewygodnej pozycji. Oglądamy katalogi ludzkich grzechów, z których największym jest voyeryzm. Historia świata, historia ludzkich przewinień i potencjalnych grzechów to historia podglądactwa. Gdzieś na jej końcu tkwi kinematografia. Przepiękny wizualnie, dopracowany w najmniejszym scenograficznym szczególe, film pełen jest Greenawayowskiego przepychu i bogactwa. Jednak – w odróżnieniu od kilku poprzednich realizacji reżysera – mamy do tego celną metaforę. Intelekt splata się z pięknem.

Joanna Malicka

„Goltzius and the Pelican Company”

Dziś, godz. 21.45, Kino Nowe Horyzonty 1 

 

Moje NH
Strona archiwalna 13. edycji (2013 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2013
PWŚCPSN
151617 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›