English
Varia

The Act of Killing reż. Joshua OppenheimerThe Act of Killing reż. Joshua Oppenheimer
Selekcjonerzy z festiwali
12 lutego 2013
Marcin Wilczyński: Berlinale 2013 - Miasto Niedźwiedzia 2

Zapomniałem dodać, że bardziej niż sam film po seansie najnowszego Seidla rozbawił mnie spontaniczny happening na widowni, ale to już opowiem osobiście zainteresowanym. Dziś karniaka festiwalowego otrzymuje pewna Dunka, która - nie znając drogi do kina – pokierowała mnie w złą stronę. Na szczęście starczyło czasu, by zdążyć na kolejną projekcję.

Dzień drugi festiwalu rozpocząłem rosyjskim filmem reżysera pamiętnego poetyckiego filmu Koktebel. Tym razem Borys Chlebnikow opowiada tragiczną historię Saszy, zarządcy podupadłego gospodarstwa, które z powodu budowy autostrady ma zostać zlikwidowane. W filmie o ironicznym tytule Długie szczęśliwe życie bohater tkwi między młotem a kowadłem, próbuje z jednej strony trzymać stronę rolników, którzy nie chcą opuścić swoich włości, z drugiej - negocjuje ze skorumpowanymi urzędnikami, którzy oferują zadośćuczynienie na ich warunkach albo eksmisję bez żadnych odpraw. Wiadomo, że wszystkim się nie dogodzi, decyzja podjęta pod wpływem głupich argumentów farmerów okazuje się tragiczna w skutkach. I chociaż sceneria filmu przedstawiana na fotosach zapowiada sielską opowieść o miasteczku położonym w środku lasu nad pięknym, rwącym potokiem, to reżyserowi bliżej do Siergieja Łoźnicy, aniżeli do wcześniej wspomnianego Koktebel. Film mógłby zostać pokazany w sekcji Panorama MFF THN lub pojawić się w ramach cyklu nowego kina rosyjskiego.

Premierowy dokument, przedstawiający filmowo-teatralną wersję autentycznych wydarzeń w Indonezji z roku 1965 pt.: The Act of Killing (reż. Joshua Oppenheimer), znalazł się w berlińskiej sekcji Panorama. Nie byłoby w odegraniu dramatu nic dziwnego, gdyby nie fakt, że rekonstrukcji mordu około miliona oskarżonych o sympatyzowanie z komunizmem podejmują się na prośbę reżysera sami oprawcy, wierzący w mit gangstera, jako odludka i człowieka wolnego. Główni bohaterowie filmu czują się bezkarni wobec przepisów ścigających zbrodnie wojenne, bo te uległy przedawnieniu. Co ciekawe, prowadzą dostatnie życie i nie ma w nich cienia wątpliwości, czy postąpili słusznie, ani współczucia wobec ofiar, ani autorefleksji. Zresztą, czy ma ona sens, jeśli partia, z której się wywodzą, pełni władzę? Mordowanie niewinnych osób przy pomocy drutu wiązanego na szyi odgrywają jako beztroską zabawę, czasem przykre zlecenie, tylko chwilami na ich twarzach pojawia się lekka konsternacja w związku z kręconymi scenami. Akt spalenia wioski i gwałtu na kobietach chwyta za gardło, mimo świadomości, że oglądamy rekonstrukcję. Całość filmu jest utrzymana w nietypowej konwencji widowiska pop, ponieważ reżyser zaproponował zbrodniarzom wybór konwencji. I tak, zupełnie rozbrajające są sceny z udziałem jednego otyłego gangstera, którego najbardziej cieszą kreacje w obcisłych sukniach o krzykliwych kolorach. Chwilami mamy do czynienia z filmem surrealistycznym, czasem pojawiają się sceny żywcem wyjęte z horroru czy filmu gangsterskiego. Film jest spowiedzią, niekoniecznie rozgrzeszeniem, ale finałowe sceny pokazują, że życie ze świadomością mordu jest już wystarczającą pokutą. Ciekawe, czy The Act of Killing poruszy międzynarodową publikę i sądownictwo na tyle, żeby wznowić procesy przeciwko współpracownikom reżimu militarnego. To doskonała propozycja do sekcji Dokumenty / eseje Nowych Horyzontów lub do konkursu Filmy o sztuce.

Groteskową porcję rozrywki teatralnej serwuje widzom reżyserka Beth B, portretująca trupę dziwolągów, przekraczających w swoich występach granice poprawności politycznej i dobrego smaku. Operacje plastyczne, golizna i bezkompromisowość. Chodzi o film dokumentalny Exposed pokazywany tu w sekcji Panorama. Nie ma prawdopodobnie żadnej fizycznej czy mentalnej granicy, której bohaterowie nie mogliby przekroczyć na scenie. Czy paradujący nago szokują dla samego szokowania? Osoby transseksualne i niepełnosprawne walczą w ten sposób z uprzedzeniami, stereotypami na temat orientacji seksualnej, nawiązują do kultury wysokiej choćby numerem pt.: Pina Bausch. Filmowy fajerwerk, kolorowy, obsceniczny i skandalizujący, niekoniecznie dla wszystkich. Wariackie występy przeplatane są wywiadami z poszczególnymi osobami, opowiadającymi o swoim codziennym życiu, marzeniach, wykluczeniu.

Prezentowany w cyklu Panorama Special dokument pt.: Fatal Assistance (reż. Raoul Peck) opowiada z kolei o dotychczas nieuporządkowanych sprawach po trzęsieniu ziemi w 2010 roku na Haiti. Film, zapowiadający się jako dokumentacja walki ludności o powrót do normalnego życia po katastrofie, grzęźnie w potoku gadających głów, zupełnie analogicznie jak sytuacja w kraju. Wiele osób wyraża mądre poglądy na temat usuwania szkód i gruzów, ale poza rozmowami, spotkaniami i konferencjami nie dzieje się nic. Urzędnicy powołani do zarządzania środkami z subwencji i od organizacji charytatywnych celowo zawyżają koszty przeróżnych prac, wyprowadzają z budżetów jak najwięcej pieniędzy dla siebie. Inni przyjeżdżają na Haiti w celach reprezentacyjnych, by poprawiać swój wizerunek, samych działań i bezpośredniej pomocy zupełnie nie podejmując. Kraj utonął w sprawach proceduralnych i obawach o to, że pieniądze bezpośrednio przekazane ludziom zostaną sprzeniewierzone. Jednocześnie ludność w dwa lata po trzęsieniu ziemi nadal koczuje w nietypowych miejscach, choćby na polu golfowym. Nie przeprowadza się odgruzowywania, a prowizoryczne chatki czy namioty służą jako jedyne stałe schronienie. W filmie pada zarzut, że skoro tak wiele organizacji oferujących pomoc nie poradziło sobie z misją ratunkową w małym powierzchniowo kraju, to na pewno nie poradzimy sobie w sytuacji większego zagrożenia. Tylko nie mam pewności, czy dla takiej konkluzji należało film rozciągać o wywiady z kolejnymi osobami, wypowiadającymi się na temat niepowodzeń, złych procedur oraz narzekających na terminy, którymi obwarowane są subwencje. Wiele z nich miało limity kilkuletnie i wkrótce pieniądze, których mądrze nie ulokowano, przepadną.

Jeśli ktoś spotkał się z opinią, że granice języka filmowego przesunął w Requiem dla snu Darren Aronofsky, to ma okazję przyjrzeć się kolejnej progresji w filmie Shane’a Carrutha pt.: Upstream Color. Oglądamy symfonię dźwięków i obrazów, układających się stopniowo w skomplikowaną i niejednoznaczną całość. Poruszamy się po nieznanym ekosystemie wraz z bohaterami – jego ogniwami, pozornie ze sobą nie związanymi. Przerywane, szybkie ujęcia. Rytm filmu i jego zagadkowość może pochłonąć widza bez reszty, pozwolić mu wędrować w gąszczu szczegółów, nawiązań i daje wiele możliwości interpretacyjnych. Upstream Color może być też filmem kompletnie odrzucającym. Mnie zachwycił montaż w zestawieniu z muzyką. Pojawia się powracający motyw dziwnej książki oraz często filmowane dłonie, przeczesujące powietrze. Można powiedzieć, że film jest opisem kryzysu w związku dwojga ludzi, ale byłoby to dla niego mocno ograniczające i krzywdzące. Nawiązania do uzależnień, zdrady, morderstwa, współistnienia świata zwierząt i ludzi, żywiołów, to wszystko udało się zamknąć w pięknej formie i cokolwiek tu napiszę, nie odda emocji, towarzyszących oglądaniu Upstream Color. Film byłby świetną pozycją konkursu Nowych Horyzontów, ze sporą szansą na wygraną. Bywalcom American Film Festival należy także nadmienić, że w filmie występuje Amy Seimetz, reżyserka pokazywanego podczas ostatniej edycji Sun Don’t Shine.

Marcin Wilczyński

Moje NH
Strona archiwalna 13. edycji (2013 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2013
PWŚCPSN
151617 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›