English
Po festiwalu

fot. Anna Jochymekfot. Anna Jochymek
Gazeta Festiwalowa "Na horyzoncie", nr 7
23 lipca 2013
Nigdy nie czułem się artystą

– Nasza muzyka czasem jest bombastyczna, ale zawsze pozostaje pełna humoru. To nasz sekret – mówi Dieter Meier, reżyser „Lightmakera” i bohater filmu „Yello”, prezentowanego w sekcji szwajcarskich dokumentów muzycznych

Rozmowa z Dieterem Meierem

Iwona Sobczyk: „Lightmakera” nakręcił Pan w latach 80., ale film miał premierę dopiero w 2001 roku. Potem znów przerabiał go Pan przez dziesięć lat. Dlaczego? 

Dieter Meier: Pewne niemieckie laboratorium zniszczyło część negatywów, toczyła się o to sprawa w sądzie. Gdy sprawa się zakończyła, film zaproszono na festiwal w Berlinie. Ale w tej wersji nie podobał mi się, więc znów rozpocząłem nad nim pracę. 

Czy wersja prezentowana na tegorocznym NH jest już ostateczna?

– Dysponuję w tej chwili trzema wersjami i całkiem prawdopodobne, że zrobię następną. Mam już nawet pomysł. Do tej pory film funkcjonował bardzo dobrze w festiwalowym obiegu, ale w kinach sprzedał się słabo, natomiast uważam, że ma potencjał na komercyjny sukces. Piękne obrazy, które filmowaliśmy między innymi we Wrocławiu, zasługują na większą publiczność. Są literaci, którzy napisawszy powieść, spędzają potem wiele lat na dokonywaniu poprawek i zmian. Robię to samo. Tyle że w przypadku filmu jest to nieco kosztowniejsze. 

Jest Pan perfekcjonistą?

– Jestem człowiekiem bardzo chaotycznym, czasem nawet niechlujnym. Gdy jednak pracuję nad konkretnym produktem, staję się niezwykle precyzyjny. Krzysztof Kieślowski powiedział kiedyś, że film nigdy nie jest skończony, nadchodzi po prostu moment, gdy ktoś odbiera go reżyserowi. Przy „Lightmakerze” byłem również producentem, więc nie miał kto tego zrobić. To bardzo niebezpieczna sytuacja. 

W programie festiwalu znalazł się też film Anki Schmid „Yello”, traktujący o zespole, który od ponad trzydziestu lat tworzy Pan wspólnie z Borisem Blankiem. Jaki jest sekret tej długiej współpracy?

– Mamy poczucie humoru. Czasem się kłócimy, ale i tak kochamy się jak bracia. Dźwięki, które tworzy Boris, bardzo mnie inspirują. Gdy je słyszę, widzę w głowie cały film. Nasza muzyka czasem jest bardzo bombastyczna, ale zawsze pozostaje pełna humoru. To nasz sekret. 

Ludzie zwykle uważają sztukę za coś strasznie poważnego. Nie tędy droga?

– Wielu bardzo przeciętnych artystów uważa, że tworzenie sztuki czyni ich wyjątkowymi. My z Borisem nie tworzymy sztuki. Nie wiemy, co tworzymy, i wcale nam to nie przeszkadza. Nigdy nie czułem się artystą. Jestem bardziej jak… grzybiarz. Grzybnia czeka sobie spokojnie w ziemi, a kiedy temperatura i wilgotność osiągają odpowiedni poziom, nagle dokonuje się cud i można wrócić do domu z pełnym koszykiem. Nigdy nie miałem poczucia, że to ja czegoś dokonałem. Po prostu pewnego dnia spadł deszcz i zaświeciło słońce. Czasem nic się nie dzieje przez całe lata, ale ja nie jestem zdesperowany. Mam czas, żeby czekać. 

Rozmawiała Iwona Sobczyk 

Moje NH
Strona archiwalna 13. edycji (2013 rok)
Przejdź do strony aktualnej edycji festiwalu:
www.nowehoryzonty.pl
Nawigator
Lipiec 2013
PWŚCPSN
151617 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
Skocz do cyklu
Szukaj
filmu / reżysera / koncertu
 
KalendariumIndeks filmówMój planKlub Festiwalowy Arsenał
© Stowarzyszenie Nowe Horyzonty
festiwal@nowehoryzonty.pl
realizacja: Pracownia Pakamera
Regulamin serwisu ›